Daruj minutom, dniom, godzinom - miną...
czwartek, 29 lipca 2010
Igrzysk i chleba.

Wczoraj usłyszałam wiadomość, że Katalonia zakazała corridy. Niestety zakaz miałby obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2012. Przez ten czas w całej Hiszpanii zginie jeszcze ok. 60 tysięcy byków. Choć to jeszcze nic pewnego, bo decyzja będzie zaskarżana w sądzie konstytucyjnym w Madrycie.

Zwolennicy tego barbarzyńskiego i okrutnego widowiska powołują się na kilkusetletnią tradycję oraz olbrzymie profity finansowe. Proponuję, by wrócić do palenia czarownic. Tradycja równie stara, a i chętnych do oglądania nie zabraknie. Może nawet zyski przewyższą te z corridy?

piątek, 16 lipca 2010
Lazy evaluation

Oto pytanie, które w praktyce staje przed kobietą: czy lepiej mieć wszystkie akcje mężczyzny dziesiątej klasy, czy dziesiątą część udziału w mężczyźnie pierwszej klasy? (George Bernard Shaw)

Otóż ostatnimi czasy zajmuje mnie kwestia następująca: co ze mną nie tak? Jakiej cholernej chemii mi brakuje, jakiego połączenia synaps lub może czego mam za dużo, że moje wybory życiowe wyglądają tak, a nie inaczej? Jak to się dzieje, że całkiem spora grupa kobiet potrafi ustawić się w życiu całkiem nieźle albo i lepiej, a to nie za sprawą swojego wykształcenia, swojej przedsiębiorczości, intelektu czy innej wyjatkowości, lecz za sprawą faceta?

Jak to się dzieje, że Ci mężczyźni nie mają żadnych wymagań wobec owych kobiet, przyjmując za dobrą monetę fakt, że one służą do tego, by leżeć i pachnieć, ewentualnie jakiś seks, ale to raczej nie w domu, a jeśli to sporadycznie? Dlaczego dają się tym babom wykorzystywać, doić, manipulować, et cetera?

Ja w zasadzie podziwiam te kobiety, że takie sprytne, że tak potrafią, że niczym się nie przejmują, nie zwracają uwagi na drobne niedogodności (zdrady, nieobecności, brak bliskości, brak partnerstwa, aż po brak jakiegokolwiek porozumienia). Że tak pięknie osiągają swój cel materialny - kasę - i doją, i doją, i doją. A on daje, i daje, i daje. To chyba bardzo mądre kobiety.

Tyle, że dla mnie kluczem do tej sytuacji są słowa, jakich użyłam powyżej: "w zasadzie" i "chyba". Z mojego punktu widzenia (jakże spaczonego, odrealnionego, nieżyciowego) dokonuje się tu pewnego wartościowania. Czy wolę mieć dobra materialne, a dzięki temu stabilizację, poczucie bezpieczeństwa, święty spokój, a czasami nawet luksusy, kosztem miłości, czy chcę mieć blisko siebie ukochanego człowieka, partnera, mężczyznę, który mnie kocha i szanuje, i którego ja darzę wielkim uczuciem i szacunkiem? Mężczyznę, o którym wiem, że mnie nie zdradzi, nie opuści, że jest mi wierny, lojalny, szczerze oddany, z którym seks jest lepszy od seksu z kochankiem, z którym spędzam każdą wolną chwilę? Czy może lepiej zostawić uczucia nastolatkom, a samej twardo stąpać po ziemi i mieć wszystko to, na co kobieta zasługuje, przymykając oko na niedogodności bycia z kimś, kto jest wyłącznie dostarczycielem kasy?

Z powodu ostatnich problemów finansowych (jak to u mnie - raz z górki, raz pod górkę, nigdy constans) oraz wskutek moich konserwatywnych poglądów, że to mężczyzna powinien być głównym żywicielem rodziny i w przeważającej części zadbać o finanse, nastąpiły rozważania powyższe.

I niestety niczego mnie życie nie nauczyło, zawsze miłość na piewrszym miejscu! A partnerzy mi się trafiają nie majętni:((

Głupia babo! Ileż siwych włosów przybyło Ci od tych zmartwień, czy będzie z czego płacić raty? Jaka przyszłość Cię czeka? Oj, durna Ty! A one tylko leżą i pachną...

czwartek, 08 lipca 2010
3D

Dla szwagierki na urodziny.

Tagi: 3D
09:01, marzenka40 , Ręczne robótki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Fochy męskie i roszczeniowe podejście do kobiety

Weekend. Sobota. J.: Kochanie, co będziemy dzisiaj robić? Może pojedziemy na rowerki? (z nieba żar, lampa, jakieś 140 stopni C). Ja: pojedźmy się raczej poopalać, może jutro będzie chłodniej. J.: Myślałem, że dziś pojedziemy na rowery, a jutro się poopalać. No, ale oczywiście będzie jak zechcesz. Ja: wolałabym jechać nad rzekę.

Nad rzeką: znaleźliśmy ustronne miejsce, gdzie można i toples i w ogóle bez (dla J. opalanie w kąpielówkach jest nie teges). Więc ja - toples, J., który całą drogę boczył się i nie odzywał - w kąpielówkach. Po ok. godzinie ostentacyjnie ubiera się i następne półtora godziny siedzi w cieniu, drzemiąc. No, foch na całego, po prostu. Słówkiem się nie zająknie, także w drodze powrotnej. Ja spalona jak Inczuczuna, bo zegarek miał J., więc nie chciałam się naprzykrzać i ogodzinę pytać, a na komórkę bez okularów nie widzę.

Tak mija reszta dnia, wieczór oraz sobonio-niedzielna noc. W niedzielę - bez zmian - foch. Pogoda idealna na rowery, bo słońce nie piecze, lekki wietrzyk, z lekka się chmurzy. Masz jakieś propozycje na dzisiejszy dzień, pyta mnie. Ja na to, że się boję mieć propozycje, bo jak mówię, co chciałabym, to wtedy on z łaski - proszę bardzo, ale nie gada ze mną. J.: A abstrahując od tego masz jakieś propozycje? No, ręce po prostu opadają, poabstrahować mu się zachciewa, a normalnie gadać do mnie to nie? A może tak wyjaśnić, o co wczoraj chodziło? Znaczy się ja wiem: że niby będzie jak ja zechcę, ale jak nie po jego myśli, to źle.

Poszlim do urn z Córkiem. Po trzykroć opowiedzieliśmy się za właściwym kandydatem.

Niedziela, 13:40. J.: Jadę na rowerze na S...kę. Jedziesz ze mną? Alleluja. Nie spędzę reszty dnia w domu. To i pojechaliśmy. Niestety coś mi się pokiełbasiło w obliczeniach i przewidywaniach, pamięć już nie ta, i z wycieczki w miarę łatwej zrobiły się 84 km, w tym masa podjazdów (jak to u nas w górach), z czego największy 760 m n.p.m.). W drodze powrotnej myślałam, że ducha wyzionę. Jakieś 2 km przed Michą Kisielu, stwierdziłam, że nie dojadę, nie dam rady, bolał mnie kręgosłup i dupa jak cholera. Byłam pewna, że będę mieć siniaki tak, gdzie nikt (albo z rzadka) nie zagląda. J.: To ja podjadę po samochód i przyjade po Ciebie za ok. godzinę. Ja na to, że bez sensu, żebym ślęczała godzinę. Poza tym uznałam, że to nie honorowo rezygnować w takim momencie, żem nie fujara i radę dać muszę i basta! Odsapnęłam z lekka, i dawaj na to narzędzie zbrodni i katowania, i pod następną górę, bo skoro mieszkamy na górze, to fajnie na wycieczkę, ale z powrotem już mniej. Do domu dojechaliśmy ok. 20:00. W sam raz na pierwsze sondaże. A J.? Cóż, latał jak skowronek, ale byłaś dzielna, kochanie, no widzisz, dałaś radę, dumny jestem z Ciebie, plecak mi wypakował, bluzeczkę własnoręcznie przeprał, nawet nie wiem kiedy - chłop do rany przyłóż.

Ech, żyzń, zasrana jak pieluszka dziecka.

Tagi: fochy
15:16, marzenka40 , Katowanie
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 lipca 2010
Matura i po maturze

30.06. Córek odebrał świadectwo dojrzałości. Średnio jest dojrzała na 85,13%. To chyba niezły wynik? Tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne jej dostanie się na wymarzone studia - fizjoterapię. 50 punktów na 60 możliwych, zgodnie z procesem rekrutacji. Teraz nerwowo czekamy na pojawienie się listy kandydatów. Przyjętych:) Pierwszy egzamin będzie miała z biologii medycznej 30.01.2011. Zbieram już materiały. Chyba trochę szalona jestem? No coż, przeżywam. Fajnie, kiedy dziecko osiąga zamierzone cele, spełnia swoje marzenia (i moje przy okazji). Niedługo wyprowadzi mi się z domu. Syndrom pustego gniazda wisi nade mną jak... (i tu nie wiem, jakiego słowa użyć - będzie mi bardzo, bardzo smutno!).

Witaj samodzielne, dorosłe życie.

piątek, 25 czerwca 2010
Nie ma przypadków...

...powiedział wczoraj Bogusław Mec podczas rozmowy z Szymonem Hołownią. Wszystko ma swój sens i swój cel. Wszystko, co się nam zdarza, dzieje się z jakiegoś powodu. Dotyczy to także złych rzeczy, które nas dotykają. Mówił piękne, mądre słowa z perspektywy doświadczeń swojej choroby. Ale dotykał też ważniejszych, "odgórnych" spraw. Utożsamiam się z jego poglądami na wiarę.

Gdybym miała podsumować to, co się ostatnio zdarzyło (bo sprawa się już zakończyła, tak czy inaczej), to analiza plusów i minusów wyszłaby na korzyść tych pierwszych.

Straciłam samochód dobrej klasy, zaledwie trzyletni. Jesteśmy praktycznie bez pojazdu, bo przecież nie nazwę nim dwuosobowej ciężarówki do przewożenia maszyn. Straciłam kupę nerwów, przybyło mi siwych włosów, problemy/zmartwienia nałożyły się na siebie (ponieważ chodzą kupą).

ale

Żyjemy, nic się nam nie stało. Dowiedzieliśmy się jak wielu przyjaciół mamy w koło, jak wielu ludzi zadeklarowało bezinteresowną pomoc lub choćby wsparcie psychiczne, jak wielu słuchało ze szczerym współczuciem. Umowa leasingowa uległa automatycznie rozwiązaniu, co w obecnej sytuacji finansowej jest nie bez znaczenia, bo daje oszczędności powyżej 1.200,00PLN. Mamy za sobą pierwsze doświadczenie z leasingiem i teraz będziemy wiedzieli na co zwracać baczną uwagę.

Kiedy pomyślę o ludziach, którzy w czasie powodzi stracili cały swój dobytek, majątek życia, to z pokorą chylę głowę i mówię sobie: nic się nie stało...

środa, 16 czerwca 2010
TUiR

Boksuję się z TUiR (na wszelki wypadek przed rozwiązaniem sprawy nie będę wymieniać nazwy). Zaniżyli wartość rynkową pojazdu, oszacowali koszt naprawy (bez kosztorysu ASO) na wartość dwukrotnie przekraczającą wartość rynkową pojazdu nie uszkodzonego, oczywiście szkoda całkowita, żadnych zbędnych ceregieli i na wszystko mają czas, czyli standardowe działania ubezpieczycieli. Odwołuję się. Płacę raty leasingowe. Nie mam samochodu. "Jak samopoczucie?" - pyta znajomy przez telefon."Ch" (czyt. ce cha) - odpowiadam. Poprzednio ozwałam się mu całym słowem.

Tagi: OC TUiR
12:07, marzenka40 , Ot, życie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 czerwca 2010
5 sekund

Gdybym wyjechała 5 sekund wcześniej lub 5 sekund później, prawdopodobnie nic by się nie zdarzyło. Na pewno nie poniosłabym szkody. Być może jednak zginąłby człowiek.

Ostatni dzień długiego czerwcowego weekendu, a dla nas pierwszy, kiedy na prawdę mogliśmy skorzystać z uroków wyjątkowo kapryśnej w tym roku pogody. Piękna słoneczna podoga. Na drogach mały ruch - jeszcze nie czas powrotów. Jechałam z Córką samochodem, powoli zjeżdżałyśmy z dwupasmówki ślimakiem w kierunku Michy Kisielu. Nagle poczułam bardzo mocne szarpnięcie i wyleciałyśmy jak z procy. Mój Renault Kangoo nabrał przyśpieszenia jak gdyby był napędzany paliwem rakietowym. Przestraszyłam się, że złapałam gumę, zaraz auto zacznie tańczyć mi na drodze, a ja nie zapanuję nad kierownicą, bo nie wiedzieć czemu gna, kiedy ja hamuję. Dopiero córka uświadomiła mi, że ktoś w nas uderzył. Konkretnie z bardzo dużą prędkością najechał na tył naszego pojazdu.

Wysiadłam z auta i stwierdziłam, że to osobowy samochód dobrej marki, którym kierował młody (21lat) człowiek. Zasnął za kierownicą. Była godzina 15:30. Policja, straż pożarna, skwar, strach i zdenerwowanie.

Palec Boży, że nikomu nic się nie stało. Gdyby z takim impetem najechał na samochód osobowy - jego tył znalazłby się z przodu. Gdyby jechały w nim małe dzieci w fotelikach... Gdyby przed nim jechał rowerzysta... Gdyby nie zatrzymał się na nas, tylko na skarpie...

Ten rok taki ciężki, trudny, we wszystkich aspektach, teraz jeszcze to. Nie wiem, jak leasingodawca podejdzie do sprawy, bo wartość naprawy prawdopodobnie przekroczy wartość rynkową samochodu. Nasza sytuacja finansowa - delikatnie rzecz ujmując - cienka. Boję się pomyśleć na jakie koszty nas to narazi.

Czy to jakieś fatum nad tym 2010? Czekam na rzeczoznawcę i lękam się liczyć straty.

Tagi: wypadek
09:52, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (5) »
środa, 02 czerwca 2010
Umrzeć to zbyt mało, żeby przestać kochać.

Tatuś umarł 25.03.2010 o godz. 15:10.

Przez ostatnie dwa tygodnie cierpiał. Zmarł niestety w szpitalu. W domu nie byłabym w stanie zapewnić mu takiej opieki, zwłaszcza 24-godzinnej, wykwalifikowanej medycznie. Niestety nie trzymałam go za rękę w czasie ostatnich chwil, choć bardzo tego pragnęłam. Beztroska i nieczułość personelu szpitalnego sprawiły, że dowiedziałam się pół godziny po śmierci.

Nie będę opisywać wszystkich tych strasznych chwil, które następują potem. Cieszę się tylko, że wcześniej pomyślałam o pięknej nocie wspomnieniowej, którą potem mogłam tylko podsunąć księdzu, że było tak wielu znajomych, że przyjaciele zapewnili wzruszającą oprawę muzyczną, i że ksiądz zgodził się na nietypowe brzmienia w kościele.

Teraz pozostała wielka pustka i wielka tęsknota. Nie ma dnia, żebym o nim nie myślała, żebym nie spojrzała na zdjęcia, żebyśmy nie zacytowali jakiegoś powiedzonka, których Tatuś miał bez liku.

Nie przypuszczałam, że tak bardzo go kocham. Najbardziej. Teraz nie mam już rodziców. Została moja chrzestna matka.
26 maja jest dla mnie pustym dniem. Tylko moje dziecko jest cudownie blisko:)

czwartek, 20 sierpnia 2009
Baby
Po sobotniej imprezie (niezwykle udanej zresztą:))) naszły mnie przemyślenia odnośnie rodzaju żeńskiego. Baby są głupie, leniwe, zazdrosne, zawistne, egoistyczne, roszczeniowe i ograniczone. W relacjach damsko-męskich (mimo wielu wskazówek i rad w poradnikach, od najbardziej durnej prasy kolorowej poczynając, na całkiem mądrych książkach skończywszy) potrafią ciągle skwitować pytanie: "o co chodzi" odpowiedzią "o nic"! A Ty człowieku (facecie) bądź mądry i pisz wiersze. A przede wszystkim bądź jasnowidzem. Bądź też mężem opatrzności, opiekunem, dostawcą kasy oraz wszelkich dóbr materialnych i niematerialnych, bądź demonem seksu, romantykiem, gosposią (bo koniecznie musisz pomagać w domu w co najmniej równym stopniu), przynoś kwiaty, prezenty i odgaduj wszystkie myśli. Bądź męski, zdecydowany, ale jednocześnie podporządkowany i uległy. Bo kto rządzi? Kto ma decydujace zdanie, albo jedyne, które można brać pod uwagę? Księżniczka!
W przeciwnymn razie foch, obraza i tupanie nóżkami oraz łzy na poczekaniu. Bo krzywda taka spotyka księzniczkę!
Ona nie liczy się z Twoimi potrzebami, dążeniami, marzeniami. Nie jest ważne, czego Ty byś chciał, ważne czego chce ona. A wierz mi - nie da się pogodzić tych dwóch rzeczy. Księżniczka chce pławić się w luksusie, i odpoczywać, odpoczywać, odpoczywać. Nie pytaj po czym. Życie jest takie męczące.
Takie jest 90% kobiet. Współczuję mężczyznom, bo trafić na te pozostałe 10% graniczy w cudem lub wygraną w toto-lotka.
Więc skoro już masz, B., to szczęście, to go pilnuj i strzeż. Nikt z nas nie jest wolny od wad. Zdecydowane osobowości mają trudne charaktery. Trafiło Ci się chyba złoto.
A impreza na prawdę była fantastyczna: z graniem, śpiewaniem, tańcami, stripteasami (męskimi) i innymi atrakcjami:) Tylko te ich wzajemne relacje..:(
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
ODWIEDZAJĄ MNIE
Ta pomoc nic nie kosztuje!