Daruj minutom, dniom, godzinom - miną...
czwartek, 20 sierpnia 2009
Baby
Po sobotniej imprezie (niezwykle udanej zresztą:))) naszły mnie przemyślenia odnośnie rodzaju żeńskiego. Baby są głupie, leniwe, zazdrosne, zawistne, egoistyczne, roszczeniowe i ograniczone. W relacjach damsko-męskich (mimo wielu wskazówek i rad w poradnikach, od najbardziej durnej prasy kolorowej poczynając, na całkiem mądrych książkach skończywszy) potrafią ciągle skwitować pytanie: "o co chodzi" odpowiedzią "o nic"! A Ty człowieku (facecie) bądź mądry i pisz wiersze. A przede wszystkim bądź jasnowidzem. Bądź też mężem opatrzności, opiekunem, dostawcą kasy oraz wszelkich dóbr materialnych i niematerialnych, bądź demonem seksu, romantykiem, gosposią (bo koniecznie musisz pomagać w domu w co najmniej równym stopniu), przynoś kwiaty, prezenty i odgaduj wszystkie myśli. Bądź męski, zdecydowany, ale jednocześnie podporządkowany i uległy. Bo kto rządzi? Kto ma decydujace zdanie, albo jedyne, które można brać pod uwagę? Księżniczka!
W przeciwnymn razie foch, obraza i tupanie nóżkami oraz łzy na poczekaniu. Bo krzywda taka spotyka księzniczkę!
Ona nie liczy się z Twoimi potrzebami, dążeniami, marzeniami. Nie jest ważne, czego Ty byś chciał, ważne czego chce ona. A wierz mi - nie da się pogodzić tych dwóch rzeczy. Księżniczka chce pławić się w luksusie, i odpoczywać, odpoczywać, odpoczywać. Nie pytaj po czym. Życie jest takie męczące.
Takie jest 90% kobiet. Współczuję mężczyznom, bo trafić na te pozostałe 10% graniczy w cudem lub wygraną w toto-lotka.
Więc skoro już masz, B., to szczęście, to go pilnuj i strzeż. Nikt z nas nie jest wolny od wad. Zdecydowane osobowości mają trudne charaktery. Trafiło Ci się chyba złoto.
A impreza na prawdę była fantastyczna: z graniem, śpiewaniem, tańcami, stripteasami (męskimi) i innymi atrakcjami:) Tylko te ich wzajemne relacje..:(
czwartek, 13 sierpnia 2009
Płomień

Nie wiem, kiedy zgaśnie. Może za dwa miesiące, może za pół roku. Nie ma szans. Chciałabym, żeby jeszcze długo nie. Boję się o tym myśleć.

08:18, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (1) »
środa, 12 sierpnia 2009
Dadaj

Wakacje i po wakacjach. Chociaż tego tygodnia spędzonego na Mazurach do szczególnie udanego oboje z J. nie możemy zaliczyć. Dobrze, że choć Stare Dziecko i Córek są zadowoleni. Oboje jeszcze zostali. Stare Dziecko na żaglach z przyjaciółmi, a Córek wybrał się z chłopakiem i jego rodziną nad morze, potem do stolicy. Domek znajomych, w którym spędzaliśmy urlop był miły i przytulny. Najbardziej weranda, na której jadaliśmy wszystkie posiłki. Jednak nie zrekompensowało to bliskiego, niezwykle upierdliwego sąsiedztwa, tzw. domku na domku, głośnej muzyki ok. godz. 23 do 3 nad ranem i tym podobnych atrakcji, których w leśnej ostoi, nad cichym spokojnym jeziorem Dadaj raczej się nie spodziewaliśmy. Do tego jeszcze moja cholerna dieta (wszyscy raczyli się różnymi dobrociami, które dla nich przygotowywałam), piwo, którego napić się nie mogłam, a wszyscy w koło i owszem, kąpiele w jeziorze, które zabronione mi zostały przez panią doktor jeszcze w lipcu, przez to wszystko lekkie obniżenie nastroju, no i to by było na tyle.

Czas płynął dość leniwie, ja głównie pichciłam i dogadzałam podniebieniom młodzieży, wieczory spędzaliśmy na grze w remika, państwa i miasta, badmington i tym podobne, ku rozrywce "dzieciarni". A ich ulubionym zajęciem (mowa tu o 18-sto i 16-sto latkach) było puszczanie baniek mydlanych. Kto by pomyślał, a raczej koń by się uśmiał.

Ponieważ w domku zasięg mojej telefonii komórkowej był kiepski, a nawet go nie było momentami zupełnie, byłam sobie taka odcięta od świata. Rozmyślałam, nadrabiałam zaległości czytelnicze ("Śniadanie u Tiffaniego").

Teraz już wiemy, że następne wakacje na pewno spędzimy sami i nie w miłym domku nad jeziorem Dadaj.

10:19, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (3) »
środa, 29 lipca 2009
Wycofuję się szybciutko

Proszę, siadajcie państwo. No więc przed chwilą konsultowałem się jeszcze w sprawie taty, bo dla mnie ciągle pewne rzeczy są niejasne.

Panie doktorze, chcielibyśmy panu bardzo podziękować za dotychczasową opiekę nad tatą, za troskę i szczególne podejście. (ruch popychający elegancko zapakowaną dużą butelkę bardzo dobrego alkoholu).

Ależ, proszę... nie ma za co... nie ma o czym mówić...

Jest, panie doktorze, ponieważ nie wszyscy lekarze są tacy, nie wszyscy wykazują taką empatię, zrozumienie, rozmawiają z pacjentem, tłumaczą... To chodzi o zwykłe ludzkie gesty (popychanie zdecydowane).

Dziękuję bardzo.

Kolonoskopia, jak zapewne państwo wiecie, niczego nie wykazała, natomiast biopsja płuc potwierdziła moje podejrzenie, że nowotwory są dwa: nowotwór prostaty i nowotwór płuc z przerzutami do kości. To w płucach, to nie są przerzuty, tylko niezależne ognisko. To jest gruczołowy nowotwór płuc. W tej sytuacji najlepsza będzie chemioterapia taka jak przy raku, a nie przy przerzutach. Będzie bardziej zdecydowana i natężona. Naświetlimy też tacie kręgosłup, żeby się mu nie połamał. Sęk w tym, że nie wiem jak teraz postąpić... Mogę go zatrzymać tutaj albo skierować do B.

Od czego to zależy, panie doktorze?

Dyskretny uśmiech i  jednoznaczny w wymowie gest palca wskazującego kilkakrotnie uderzającego w klatkę piersiową pana doktora.

Dziś pan doktor zaprasza na męską rozmowę. Boję się swoich reakcji, swojej naiwności, swoich wyobrażeń o etyce, moralności i dobrych i uczciwych ludziach itp.

Tak więc wycofuję się szybciutko z wszystkiego, co o panu doktorze wcześniej pomyślałam. Niepojęte!

piątek, 24 lipca 2009
KLESZCZ!

Spanikowałam. Nawet bardziej niż przed niedźwiedziami w Tatrach i rekinami w Adriatyku. Za tydzień jedziemy całą rodzina na Mazury. W rejon wzmożonego występowania zakażonych kleszczy. Nie tak dawno spotkałam się ze znajomym, który przechodził boreliozę. Praktycznie: przechodzi, bo leczenie ciągle jeszcze trwa, od kilku lat. To, co mi opowiadał o symptomach, objawach, przypadłościach i konsekwencjach tej choroby, mającej wpływ na jakość życia, na każdą jego dziedzinę, rodzinnej nie wyłaczając, sprawiło, że włos mi się zjeżył, gdziekolwiek go mam. Niezwykle trudna do zdiagnozowania (objawy podobne do zwykłej grypy i dziesiątek innych chorób) i trudna do leczenia choroba. Choć podobno zarówno w Czechach, jak i na zachodzie lekarze świetnie sobie z nią radzą. Naszym - sprawia wielki kłopot i często działają po omacku. Zresztą jak w przypadku innych, bardziej pospolitych przypadłości, czego ostatnio doświadczam na własnym organizmie. Tak więc boję się boreliozy, boję się o rodzinę. Przestudiowałam już chyba wszystkie strony w internecie dotyczące kleszczy i chorób, które przenoszą. Zaopatrzyłam się w najlepsze repelenty i urządzenia do wyciągania paskudztw. O doraźnej pomocy medycznej nawet nie myślę, po doświadczeniach zaczerpniętych z TVN24 i internetu (wysyłają ludzi od jagi do magi, podczas gdy jak najszybsze usunięcie pasożyta jest sprawą pierwszorzędną).

Niewykluczone, że co wieczór przed snem będziemy wszyscy biegać na golasa i oglądać dokładnie swoje ciała, żeby nie umknęła nam najmniejsza kropeczka (mały kleszcz jest mniejszy od łepka szpilki).

Jeżeli dodam jeszcze do tego, że w wyniku zaleceń lekarskich nie będę mogła się kąpać oraz będę (właściwie już jestem) na ścisłej diecie ketogenicznej - możecie sobie wyobrazić, jak udane będę miała wakacje.

 

14:47, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 lipca 2009
A życie toczy się dalej...

Od ponad pół roku nie zamieściłam żadnej notatki. Nie zajrzałam do (na?) żadnego bloga. Nie wiem, co się dzieje u blogowych przyjaciół i znajomych. Przestałam żyć cudzym życiem, bardzo skupiłam się na własnym. To nie tak, że nagle mam więcej powodów do radości lub problemów, które zaprzątają mi głowę. To wszystko było i będzie. I troski, zmartwienia i chwile szczęścia. Jakoś za bardzo przejmowałam się sprawami innych, angażowałam swoją świadomość i podświadomość, zbyt dużo czasu pochłaniała mi lektura zapisków życia znajomych. Z jednej strony to, co czytałam, te znajomości, wnosiły dużo do mojego życia, z drugiej strony nie potrafiłam się nie angażować.

Jednak mimo dużych przerw w pisaniu i nieregularności mój blog wiedzie swój żywot. Co jakiś czas pojawiają się komentarze pod bardzo starymi, czasem, wpisami. To miłe, że ktoś tu zagląda. Mnie jednak najbardziej brakuje po prostu pamiętnika. Utrwalania na piśmie tego, co się wokół mnie dzieje, co spotyka mnie i moich bliskich. Tego, co mnie wzrusza i tego, z czym pogodzić się nie mogę. Tak więc, pewnie co jakiś czas coś skrobnę, czasem zdanie, a czasem się rozpiszę. Kto chce, niech zagląda - to blog otwarty. Ostatecznie to przede wszystkim mój pamiętnik pisany, jak dawniej, do poduszki...

10:28, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 grudnia 2008
Pefko
- Nie dziwię się, że jesteś zmęczony i nerwowy - mówiła dalej Francine. - Gdybym była mężczyzną, ja też byłabym zmęczona i nerwowa. Myślę, że Bóg stworzył kobiety, żeby mężczyźni mogli się rozluźnić i poczuć się od czasu do czasu małymi dziećmi.
czwartek, 04 grudnia 2008
Uśmiałam się do łez...?

Spotkałam dzisiaj w mieście dwie małe dziewczynki w wieku ok. 7-8 lat i przypadkiem usłyszałam ich rozmowę:

Pierwsza:
- Wszystko przez to, że ten czas tak ucieka...

Druga:
- Tak, strasznie...

Z jednej strony takie "sentencje" wygłaszane przez dzieci muszą bawić, z drugiej jednak - czyż to nie przerażajace?

wtorek, 25 listopada 2008
Już dobrze, dobrze już...

Złe nastroje minęły bezpowrotnie z nadejściem zimy i pierwszymi opadami śniegu. A może jeszcze wcześniej? Ostatnie dwa tygodnie poświęciłam na robienie kartek świątecznych oraz przygotowanie imienin J. Nic mnie tak nie odpręża jak ręczne robótki i kulinaria. W dodatku w niezwykle sprzyjającej atmosferze i "przepięknych okolicznościach przyrody", bo nasze mieszkanko dzięki paru prostym zabiegom (panele na podłodze, wymiana mebli, pozbycie się kilku starych gratów i jednej wielkiej rośliny) niezwykle zyskało na wyglądzie i przestrzeni. Tylko kuchnia ciągle, jak dla mnie, za mała. Nie mogę kupić połowy rzeczy, które chciałabym mieć, bo nie ma tego gdzie trzymać. Na ten przykład... maszyny do pieczenia chleba...

J. wrócił. Do siebie i do mnie. Ten sam. Dobry, kochany. Bzykamy się teraz jak szaleni, jakbyśmy chcieli nadrobić stracony czas. Szaleństwo, namiętność, czułość - znów są z nami:) Droczymy się ze sobą w łóżku, ja udaję, że ziewam, on udaje, że chrapie, a potem przywieramy do siebie, jakbyśmy wciąż mieli po 20 lat i nie widzieli się cztery miesiące. Poranki znów wywołują usmiech, ponieważ budzą mnie najczulsze słowa... Relaksujemy się w saunie, pijemy dobre czerwone wino do kolacji, rozmawiamy i rozmawiamy.

W tym pokoju bardzo cicho dziś
Po trzech dniach nareszcie śpisz
Gdzieś za drzwiami został ból
Całych siebie chcemy dać
Kilku ludzi dobrze nas zna
Tylko czasem słabnie nam puls

Już dobrze, dobrze już
Już dobrze, już dobrze, już

W kącie siedzi Anioł Stróż
Strzeże naszych ciał i dusz
Za godzinę muszę wyjść
Przyjdź po bliskość moich ust
Chcę Ci dać trochę wiary w cud
Póki możesz moje wino pij

Już dobrze, dobrze już
Już dobrze, dobrze już



Menu imienin J.: ptysie nadziewane mixem trzech serów z szynką i ziołami, pomidorki koktailowe faszerowane pastą z tuńczyka i jajka, sałatka z grilowanym łososiem, anchois na krakersach, półmisek oliwek nadziewanych papryczkami chili. A na ciepło: schab faszerowany polędwiczą z pieczarkami i serem, knedel bawarski, zasmażana słodka kapusta. Do tego odpowiednio schłodzony keg Heinekena i dużo czerwonego wina:)

11:51, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 listopada 2008

Płaczesz?! Czyż warto o drobnostkę taką?

Błagasz na klęczkach?! To już chyba śmieszne.

Musim się rozstać. Co było — majaką!

Zresztą: śnić? kochać? — mazgajstwo ucieszne.

 

Powstań... Jak można... Popraw lepiej suknię...

A włosy również masz w strasznym nieładzie.

Jeszcze cię matka swarliwie ofuknie...

Zwykła to farsa w familijnym stadzie.

 

Nie słuchasz? Płaczesz? To zwyczaj kobiecy...

Wszak cię kochałem, nosiłem na rękach...

Wstań więc — nie lubię komedianckiej hecy!

Nie płacz... i ja się znam nieco na mękach...

 

Cierpienie sprawiasz mi taką rozpaczą...

Otrzyj oczęta — pocieszysz się wkrótce...

Nie, nie... te słowa nic a nic nie znaczą...

Wierzaj, najlepsze mam myśli w pobudce...

 

Usiądź koło mnie. Drżysz trwożnie jak ptaszę...

Spazm głuchy wstrząsa twoją piersią cicho...

Tulisz się do mnie?! Pójdź, niechaj opaszę

Kibić twą jeszcze... A zresztą... niech licho!...

10:40, marzenka40 , Ot, życie
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
ODWIEDZAJĄ MNIE
Ta pomoc nic nie kosztuje!